Jak stracić pieniądze i szacunek do państwa

  2017-07-19 09:58:21

Parę lat temu coś mnie podkusiło, żeby zainwestować w pożyczki społecznościowe w serwisie kokos.pl. Nie liczyłem na zarobek, chciałem sprawdzić jak to działa. Włożyłem kilkaset złotych. Zarabiałem na tym jakieś grosze i szybko o tym zapomniałem. Aż do dnia, w którym dwóch smutnych panów zadzwoniło do moich drzwi i machając blachami wręczyli mi zaproszenie na komendę.

Na komendzie dowiedziałem się, że jestem poszkodowany przez jakiegoś oszusta, co to pożyczył i nie oddał. Najwyraźniej na nic się zdała moja, podyktowana i zaprotokołowana, wielka prośba o niewzywanie mnie przed oblicze sądu i deklaracja, że ze stratą tych całych 100 zł już się pogodziłem i nic wspólnego z wymiarem sprawiedliwości nie chcę mieć.

A takiego wała. Sąd mnie do siebie wezwał!

Oszust mieszka na Podkarpaciu, więc i sprawa się tam toczy. W związku z tym ja i dziesięciu innych poszkodowanych musiało zarywać pół nocy, tracić dzień pracy i dygać przez pół Polski, żeby się na dziewiątą rano w tym sądzie stawić.

Ruszając o 4 rano w podróż do sądu, przeświadczony byłem, że tracę jedynie czas i trochę nerwów, bo przecież sąd wszelkie stawiennictwa koszty zwraca. Wyposażony w zaświadczenie o zarobkach, epicko niewyspany, ruszyłem do celu tylko - jak się później okazało - po to, by dowiedzieć sie, że wszystek ten mój i innych trud w kiblu przez sąd spuszczony będzie, albowiem oskarżony, jako jedyny, nie został w sposób poprawny powiadomiony o terminie rozprawy i łaskawie się nie stawił.

“No, nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz?!”

Po kiego grzyba o tym piszę?

Wyobraźcie sobie ogrom mojego zadowolenia z życia od momentu, w którym odebrałem postanowienie o zwrocie kosztów dojazdu i utraconego zarobku. Wynika z niego, że zapłacenie kary za niestawienie się w sądzie byłoby dla mnie 4 razy tańsze, niż wzięcie udziału w tym cyrku! Całkowicie zgodnie z prawem, choćbym był prezesem banku i zarabiał dziennie worek złota, sąd zwróci mi maksymalnie całe 82 zł i 31 gr!

Brawo polskie prawo!

Chociaż muszę oddać sprawiedliwość: za podróż tam i z powrotem oddali tyle, ile wydałem.

Skomentuj....

Gorzkie żale: Customer service twoja mać

  2017-05-23 20:08:14

Zbieg dwóch nieszczęśliwych przypadków pozwolił mi ostatnio porównać sobie dwie filozofie obsługi roszczeń reklamacyjnych klienta. Na własny użytek nazwę je filozofiami:

  • z uśmiechem do klienta
  • dupą do klienta.

Z uśmiechem do klienta

Do krainy wiecznych terabajtów odszedł mój 2.5-letni dysk SSD marki SanDisk.

Godzinę po wyzionięciu ducha przez dysk, jego zdjęcie i jedno zdanie opisu problemu wrzuciłem na stronę SanDiska, a już niecałe 15 godzin później odebrałem telefon od sympatycznego Hindusa dzwoniącego w imieniu producenta. Pan Hindus przeprosił mnie w imieniu firmy za to, że dysk się popsuł i poinformował, że bardzo chętnie wymienią mi ten dysk na nowy - o ile zgodzę się na przyjęcie modelu dwa razy szybszego i dwa razy pojemniejszego, gdyż konkretnie takiego, jak ten mój, już nie produkują.

5 minut później dostałem mejla z naklejką z wzorem adresownika na opłaconą już przesyłkę UPS'ową abym mógł odesłać im zepsuty dysk. Nowy dysk jest w drodze do mnie.

Dupą do klienta

Jakiś czas temu kupiłem samochodowy rejestrator video.

Użyty został zaledwie kilka razy zanim gniazdo zasilania (micro USB) po prostu wpadło do środka obudowy.

Cała procedura reklamacji przez sklep zajęła około miesiąca. Zajęłaby dłużej gdybym wciąż czekał na obiecanego SMS'a z informacją kiedy mam się stawić po odbiór sprzętu. Serwis po otrzymaniu towaru od razu odpowiedział, że uszkodzenie powstało z mojej winy.

Serwis się na mnie wypiął więc postanowiłem naprawić kamerkę sam. Po wstępnych oględzinach zwróconego sprzętu wiedziałem już czemu zawdzięczam tak szybką odpowiedź serwisu. Fabryczna naklejka gwarancyjna tkwiła nietknięta dokładnie w tym samym miejscu, w którym widziałem ją przed oddaniem sprzętu, a więc nikomu w serwisie nie chciało się zajrzeć do środka obudowy.

Po otwarciu ukazał mi się taki oto widok:

fuckup

Jeden z kabelków akumulatora dyndał sobie w powietrzu - pewnie dlatego kamerka nie zawsze chciała działać niepodłączona do zasilania. Gniazdo micro USB natomiast, do płytki przymocowane było termoglutem! No kurwa brawo! Świetna jakość wykonania jak na sprzęt za ponad 3 stówy.

Jakby tego było mało, okazało się, że po wizycie w serwisie, działający dotąd przycisk włączania/wyłączania przestał działać - zupełnie jakby został zmiażdżony.

Wnioski

Śmiejemy się z Amerykanów, że nie umieją liczyć, nie wiedzą, że Europa to nie kraj, i że są tłuści jak matka Gilberta Grape'a... ale dwóch rzeczy moglibyśmy się kuźwa w końcu od nich nauczyć: udźwiękowiania filmów i obsługi klienta!

Skomentuj....

PyConPL 2016

  2016-11-05 23:51:00

W tym roku w końcu udało mi się wziąć udział w konferencji PyConPL. Nie dość, że wysłuchałem sporo ciekawych prelekcji to jeszcze poznałem człowieka-legendę: Krzysztofa Zubika (pozdrawiam!).

Krzysztof Zubik

Było całkiem sporo ciekawych prelekcji i kilka takich, które były stratą czasu. No i była pani (nazwisko pominę) z firmy na "G" - o czym za chwilę.

Niestety wielu (jeśli nie większość), prowadzących miało problem z dopasowaniem materiału do targetu i stworzeniem prelekcji, która byłaby ciekawa zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych słuchaczy. Często prezentowany kontent był strasznie banalny w stosunku do tego co obiecywał tytuł prelekcji lub prelegent, a czasami odwrotnie – na tyle skomplikowany i hermetyczny, że niezrozumiały dla początkujących, ale zupełnie odtwórczy i nic niewnoszący dla zaawansowanych.

Zupełnym tego przeciwieństwem i faworytem w moim prywatnym rankingu prelekcji była prezentacja Nicholasa Tollervey'a na temat MicroBit'a. Po reakcjach słuchaczy można śmiało wnioskować, że podobało się wszystkim. Ci, którzy o MicroBicie nie słyszeli, byli pod wrażeniem historii jego powstania oraz jego możliwości. Mnie, jako temu, który już miał z nim do czynienia, najbardziej zaimponowało dopracowanie tego produktu do konkretnego celu jakim jest promowanie nauczania programowania.

No i dochodzimy do pani z firmy na "G". Nazwijmy ją panią Grażyną. Praca w tej firmie na uczestnikach konferencji programistycznej raczej nie robi wrażenia więc gdy na dzień dobry Grażyna zaczęła od zastrzeżenia, że nie będzie odpowiadać na pytania dotyczące jej pracodawcy, słuchacze (takie odniosłem wrażenie) byli lekko zażenowani. Następnie Grażyna przeszła do właściwej części swojej prezentacji, którą dukała angielskim będącym połączeniem ponglisza i poważnej wady wymowy. Ja po trzecim slajdzie dałem sobie spokój ale byli tacy, którzy wytrzymali do końca i opowiadali, że Grażyna dała jeszcze radę w trakcie swojej króciutkiej prezentacji obrazić niektórych developerów nazywając ich debilami. No brawo.

Do ciekawych rzeczy, niekoniecznie związanych bezpośrednio z programowaniem w Pythonie, na pewno należałoby zaliczyć stanowiska z (bardzo) klasycznymi grami (kontroler do Pong'a okazał się dla mnie zbyt trudnym do opanowania)

... oraz kontakty z sympatycznymi rekruterami różnych firm:

Więcej zdjęć do obejrzenia w albumie na flickrze:

Skomentuj....

Man cave

  2016-07-09 22:29:00

Cała sobota poświecona na segregowanie, czyszczenie, dzielenie i porządkowanie. Do tego rozdzielanie śrubek od wkrętów. Efekty niepozorne ale jakże satysfacjonujące. Od jutra jestę stolarzę 😉.

Skomentuj....

Mini szlifierka dla mini stolarza

  2016-07-08 22:17:00

Przychodzi taki czas w życiu człowieka zajmującego się pracą umysłową, że chciałoby się zrobić coś materialnego, namacalnego. Trochę ubrudzić ręce, zrobić coś, czego się nie ładuje, nie renderuje ani nie kompiluje. Coś co można postawić na stole albo podłodze, coś czego można dotknąć i z dumą powiedzieć: ja to zrobiłem!

Dla mnie ten czas nadszedł już dość dawno i chyba właśnie wszedłem w jego kolejną fazę. Po lutowaniu, fotografowaniu, układaniu kafelków, klejeniu pudełek z plexi i innych tego typu zajęciach, przyszedł czas na zabawę w stolarza! 😁

Zaczęło się od żyrandola, który IMHO wyszedł mi całkiem nieźle. Teraz na tapecie mam regał na winyle i zamykaną skrzynię na chemikalia. W międzyczasie w ramach recyklingu starej wkrętarki i zabawy z nowymi (dla mnie) materiałami wykonałem coś co przesadnie nazywam mini szlifierką 😉.

Całość została wykonana z płyty MDF, odrobiny kleju do drewna i kilku śrubek. W zasadzie najcięższą robotą było wycinanie elementów składowych:

klocki
klocki

Mając gotowe klocki wystarczyło je złożyć i gdzieniegdzie posklejać:

obrazek

... a gdzieniegdzie dodać kilka śrubek dla wzmocnienia konstrukcji:

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek
obrazek
Gotowa "szlifierka"

Całość sprawuje się całkiem nieźle. Oczywiście do poważniejszej roboty taka zabawka się nie nadaje, ale gdy na szybko muszę przeszlifować kawałek plexi czy MDFu, sprawdza się idealnie.

Skomentuj....

Urząd skarbowy twoja mać

  2016-04-25 20:18:00

Parę lat temu nieprawidłowo wypełniłem PITa odliczając sobie od podatku oszałamiające: 1,22zł. Zostałem wezwany przez Urząd Skarbowy na kontrolę i skończyło się na pisaniu wyjaśnień i korygowaniu zeznania. W tym roku, tydzień po rozliczeniu zorientowałem się, że przez sklerozę oszukałem państwo na horrendalne 12zł, które zarobiłem udzielając pożyczki. Normalnie jestę finansistę!

Nie bez powodu wspominam na czym się dorobiłem tej fortuny, bo zyski z pożyczek są inaczej opodatkowane niż dochody z tytułu pracy. Ponieważ na podatkach znam się tak samo dobrze, jak na hiphopie, korektę kleciłem spoconymi palcami, z duszą na ramieniu, za cholerę nie wiedząc gdzie te 12zł wpisać. Niby internety podpowiadają, że to ryczałt, że PIT inny niż zwykle, a pole w nim takie a takie... ale jednak prawie każdy doradca w urzędzie zapytać radzi, bo co urząd to przepisów inna wykładnia.

Nie chcąc być znów wzywany na kontrolę, udałem się do urzędu:

Dżem dobry, chciałbym skorygować PITa, zapomniałem uwzględnić 12zł zryczałtowanego podatku ... i chciałbym wiedzieć, czy ...

To trzeba w ustawie sprawdzić... pan idzie do pokoju 116.

Lecę do pokoju 116 i znów nawijam:

Dobry, chciałbym skorygować PITa, zapomniałem uwzględnić 12zł zryczałtowanego podatku ... i chciałbym wiedzieć, czy w dobre pole to wpisałem.

Chyba powinien pan to wpisać w  „Inne dochody”.

Ale wtedy to inaczej będzie opodatkowane niż ryczałtem, prawda?

No teoretycznie tak.

No chyba nie teoretycznie tylko praktycznie?

No w sumie ... wie pan co, niech pan tak zostawi. Najważniejsze że pan to gdzieś wpisał!

No i to jest konkretna wykładnia. Teraz przynajmniej wiem, że moje podatki się nie marnują. A przynajmniej ta część, z której opłacana jest ta rzesza specjalistów zatrudniona w naszych urzędach.

Skomentuj....

Strona 1 / 25