PyConPL 2016

  2016-11-05 23:51:00

W tym roku w końcu udało mi się wziąć udział w konferencji PyConPL. Nie dość, że wysłuchałem sporo ciekawych prelekcji to jeszcze poznałem człowieka-legendę: Krzysztofa Zubika (pozdrawiam!).

Krzysztof Zubik

Było całkiem sporo ciekawych prelekcji i kilka takich, które były stratą czasu. No i była pani (nazwisko pominę) z firmy na "G" - o czym za chwilę.

Niestety wielu (jeśli nie większość), prowadzących miało problem z dopasowaniem materiału do targetu i stworzeniem prelekcji, która byłaby ciekawa zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych słuchaczy. Często prezentowany kontent był strasznie banalny w stosunku do tego co obiecywał tytuł prelekcji lub prelegent, a czasami odwrotnie – na tyle skomplikowany i hermetyczny, że niezrozumiały dla początkujących, ale zupełnie odtwórczy i nic niewnoszący dla zaawansowanych.

Zupełnym tego przeciwieństwem i faworytem w moim prywatnym rankingu prelekcji była prezentacja Nicholasa Tollervey'a na temat MicroBit'a. Po reakcjach słuchaczy można śmiało wnioskować, że podobało się wszystkim. Ci, którzy o MicroBicie nie słyszeli, byli pod wrażeniem historii jego powstania oraz jego możliwości. Mnie, jako temu, który już miał z nim do czynienia, najbardziej zaimponowało dopracowanie tego produktu do konkretnego celu jakim jest promowanie nauczania programowania.

No i dochodzimy do pani z firmy na "G". Nazwijmy ją panią Grażyną. Praca w tej firmie na uczestnikach konferencji programistycznej raczej nie robi wrażenia więc gdy na dzień dobry Grażyna zaczęła od zastrzeżenia, że nie będzie odpowiadać na pytania dotyczące jej pracodawcy, słuchacze (takie odniosłem wrażenie) byli lekko zażenowani. Następnie Grażyna przeszła do właściwej części swojej prezentacji, którą dukała angielskim będącym połączeniem ponglisza i poważnej wady wymowy. Ja po trzecim slajdzie dałem sobie spokój ale byli tacy, którzy wytrzymali do końca i opowiadali, że Grażyna dała jeszcze radę w trakcie swojej króciutkiej prezentacji obrazić niektórych developerów nazywając ich debilami. No brawo.

Do ciekawych rzeczy, niekoniecznie związanych bezpośrednio z programowaniem w Pythonie, na pewno należałoby zaliczyć stanowiska z (bardzo) klasycznymi grami (kontroler do Pong'a okazał się dla mnie zbyt trudnym do opanowania)

... oraz kontakty z sympatycznymi rekruterami różnych firm:

Więcej zdjęć do obejrzenia w albumie na flickrze:

Skomentuj....

Man cave

  2016-07-09 22:29:00

Cała sobota poświecona na segregowanie, czyszczenie, dzielenie i porządkowanie. Do tego rozdzielanie śrubek od wkrętów. Efekty niepozorne ale jakże satysfacjonujące. Od jutra jestę stolarzę 😉.

Skomentuj....

Mini szlifierka dla mini stolarza

  2016-07-08 22:17:00

Przychodzi taki czas w życiu człowieka zajmującego się pracą umysłową, że chciałoby się zrobić coś materialnego, namacalnego. Trochę ubrudzić ręce, zrobić coś, czego się nie ładuje, nie renderuje ani nie kompiluje. Coś co można postawić na stole albo podłodze, coś czego można dotknąć i z dumą powiedzieć: ja to zrobiłem!

Dla mnie ten czas nadszedł już dość dawno i chyba właśnie wszedłem w jego kolejną fazę. Po lutowaniu, fotografowaniu, układaniu kafelków, klejeniu pudełek z plexi i innych tego typu zajęciach, przyszedł czas na zabawę w stolarza! 😁

Zaczęło się od żyrandola, który IMHO wyszedł mi całkiem nieźle. Teraz na tapecie mam regał na winyle i zamykaną skrzynię na chemikalia. W międzyczasie w ramach recyklingu starej wkrętarki i zabawy z nowymi (dla mnie) materiałami wykonałem coś co przesadnie nazywam mini szlifierką 😉.

Całość została wykonana z płyty MDF, odrobiny kleju do drewna i kilku śrubek. W zasadzie najcięższą robotą było wycinanie elementów składowych:

klocki
klocki

Mając gotowe klocki wystarczyło je złożyć i gdzieniegdzie posklejać:

obrazek

... a gdzieniegdzie dodać kilka śrubek dla wzmocnienia konstrukcji:

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek
obrazek
Gotowa "szlifierka"

Całość sprawuje się całkiem nieźle. Oczywiście do poważniejszej roboty taka zabawka się nie nadaje, ale gdy na szybko muszę przeszlifować kawałek plexi czy MDFu, sprawdza się idealnie.

Skomentuj....

Urząd skarbowy twoja mać

  2016-04-25 20:18:00

Parę lat temu nieprawidłowo wypełniłem PITa odliczając sobie od podatku oszałamiające: 1,22zł. Zostałem wezwany przez Urząd Skarbowy na kontrolę i skończyło się na pisaniu wyjaśnień i korygowaniu zeznania. W tym roku, tydzień po rozliczeniu zorientowałem się, że przez sklerozę oszukałem państwo na horrendalne 12zł, które zarobiłem udzielając pożyczki. Normalnie jestę finansistę!

Nie bez powodu wspominam na czym się dorobiłem tej fortuny, bo zyski z pożyczek są inaczej opodatkowane niż dochody z tytułu pracy. Ponieważ na podatkach znam się tak samo dobrze, jak na hiphopie, korektę kleciłem spoconymi palcami, z duszą na ramieniu, za cholerę nie wiedząc gdzie te 12zł wpisać. Niby internety podpowiadają, że to ryczałt, że PIT inny niż zwykle, a pole w nim takie a takie... ale jednak prawie każdy doradca w urzędzie zapytać radzi, bo co urząd to przepisów inna wykładnia.

Nie chcąc być znów wzywany na kontrolę, udałem się do urzędu:

Dżem dobry, chciałbym skorygować PITa, zapomniałem uwzględnić 12zł zryczałtowanego podatku ... i chciałbym wiedzieć, czy ...

To trzeba w ustawie sprawdzić... pan idzie do pokoju 116.

Lecę do pokoju 116 i znów nawijam:

Dobry, chciałbym skorygować PITa, zapomniałem uwzględnić 12zł zryczałtowanego podatku ... i chciałbym wiedzieć, czy w dobre pole to wpisałem.

Chyba powinien pan to wpisać w  „Inne dochody”.

Ale wtedy to inaczej będzie opodatkowane niż ryczałtem, prawda?

No teoretycznie tak.

No chyba nie teoretycznie tylko praktycznie?

No w sumie ... wie pan co, niech pan tak zostawi. Najważniejsze że pan to gdzieś wpisał!

No i to jest konkretna wykładnia. Teraz przynajmniej wiem, że moje podatki się nie marnują. A przynajmniej ta część, z której opłacana jest ta rzesza specjalistów zatrudniona w naszych urzędach.

Skomentuj....

Jak oszczędziłem 1k PLN ;-)

  2016-01-29 23:14:00

Jak oszczędziłem ~1k PLN

Nie lubię płacić za coś, co mogę zrobić sam. Mam tak odkąd pamiętam. Chyba nawet dłużej żyję w przeświadczeniu, że praktycznie wszystko mogę zrobić sam ;-). Im większa różnica między ceną gotowca a przewidywanym kosztem samoróbki tym większa moja motywacja, żeby spróbować "rękodzieła".

Tym razem impulsem do pracy były: kolejny rok wisząca goła żarówka robiąca za oświetlenie pokoju oraz lekkie niedowierzanie na widok ceny takiego wynalazku sprzedawanego przez Leroy Merlin:

liroj

disklejmah: Większość zdjęć robiłem w pośpiechu przy pomocy starego ziemniaka, więc ich jakość jest odpowiednia do jego świeżości.

No ja nie zrobię!?!

Uznając, że metaloplastyka nie ma sensu a 10 słoików to przesada, nabyłem:

  • zwykłe listewki sosnowe o przekroju 2x2cm
  • dwa przewody do żelazka
  • 4 oprawki E14
  • 4 ozdobne słoiki

Oprawki żarówek

Ponieważ oprawki nie były przeznaczone do wiszenia na kablu należało je zmodyfikować. Wykonałem otwór (⌀ 3mm) poprzecznie do otworu głównego, przez który wchodzi kabel. Następnie nowo wykonany otwór nagwintowałem (⌀ 4mm). Dzięki temu mogłem dodać śrubę dociskającą przewód, która przeniesie ciężar słoika ze styków kabli na jego mocną izolację:

oprawki

Decha

Zamiast blachy użyłem listewek drewnianych złączonych razem klejem do drewna w formę nieregularnie zakończonej deski:

deska
deska

Z tej samej listwy zrobiłem obramowanie, które stworzyło małą komorę na kable:

deska

Drugą - publiczną - stronę deski wyrównałem przy pomocy struga i papieru ściernego, po czym wywierciłem otwory pod przewody:

deska

Dodałem również otwory na śruby mocujące (do sufitu), oraz odpowiednio przygotowaną zaślepkę z miejscem na łeb śruby:

mocowanie
zaślepka

Malowanie

Chyba najprzyjemniejszy i najłatwiejszy etap pracy: nakładanie lakierobejcy:

pierwsza warstwa

Jedna warstwa to za mało:

druga warstwa

Elektryka

Po wyschnięciu bejcy można zabrać się za montaż kabli. Jak widać konstrukcja jest banalna:

elektryka

Do tego kilka kostek i przewodów łączących i można brać się za montaż ostateczny.

Dwa otwory w suficie później, po kilkunastu minutach niezłej gimnastyki na drabinie (nie miał mi kto pomóc, a ręce mam tylko dwie) całość zawisła na swoim miejscu :-).

Efekt ostateczny:

gotowe
gotowe

Koszty

Nie licząc brakujacych narzędzi cała zabawa kosztowała mnie ok. 200zł za materiały, kilka mile spędzonych wieczorów i opierdziel za smród bejcy :-).

Skomentuj....

Majsterkowo

  2015-06-12 18:12:00

Postawiłem sobie za cel uporządkować okablowanie i zlikwidować oddzielne zasilacze sprzętu sieciowego mojego ojca (nie robiąc sobie przy tym krzywdy). W sumie się udało :-)

W rolach głównych wystąpiły: plexi, piła i wkrętarka. Drugoplanową ale bardzo ważną rolę odegrał odkurzacz i okulary ochronne.

Jako podstawowego materiału użyłem płyty plexi kupionej w markecie budowlanym:

obrazek
obrazek
obrazek

Z czterech prostokątnych kawałków zrobiłem mocowanie, w które zostanie wsunięty switch sieciowy.

obrazek
obrazek

Dwa nagwintowane otwory + 2 śrubki posłużą za mocowanie bramki VoIP

obrazek

Skrzynka włącznika i bezpiecznika głównego powstała z 7 kolejnych kawałków plexi

obrazek
obrazek
obrazek

Mufy były zbędne, ale miałem je akurat pod ręką, więc… czemu nie? :-)

obrazek
obrazek

Trzy dodatkowe kawałki plexi posłużyły jako mocowanie dodatkowych włączników. Tak się złożyło, że oba urządzenia są zasilane tym samym napięciem, więc grzejące się zasilacze wtyczkowe (jeden ostatnio wyleciał w powietrze) zostały zastąpione porządnym, pojedynczym zasilaczem impulsowym o odpowiednim zapasie mocy.

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

Tak na wszelki wypadek do oryginalnej osłonki styków dokleiłem dodatkowy kawałek plexi. Lepiej dmuchać na zimne, to w końcu 230V.

obrazek

Całość po zmontowaniu wygląda tak:

obrazek

Skomentuj....

Strona 1 / 24