Ciekawy koncert wczoraj widziałem...

  2008-04-24 21:30:00

... a momenty były?

Były. I to niezłe :-)

Czas: wczoraj wieczorem.

Miejsce: Bydgoszcz, Estrada.

Nie licząc jury, publiki było jakieś 10 osób (w porywach do 15) w tym 3 nie należały do żadnego z występujących zespołów - których to wystąpiło sztuk 5.

Zespoły (jeśli dobrze pamiętam nazwy) NovotvóR, Helldorado, The Day After pokazały całkiem niezły poziom. O pozostałych dwóch lepiej nie wspominać - www.żal.pl.

NovotvóR jako pierwszy miał najtrudniejsze zadanie ale jakoś sobie poradził. Zaprezentowali się całkiem nieźle jak na tak młody skład. The Day After jako starzy wyjadacze nie byli gorsi, ale jednak nie porwali nikogo swoim występem.

Wygrał - całkowicie zasłużenie - zespół Helldorado. Chłopaki dawali ostro czadu, zarówno na instrumentach, jak i na wokalu.

Osobnej wzmianki wymaga perkusista. Chłopak łoił gary, że aż miło... i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie miał (na oko) 9 - 10 lat. Coś czuję, że rośnie konkurencja dla Danny'ego Carey'a :-)

Reszta bandu też dawała radę, grali naprawdę dobrze i ogólnie mieli to coś co sprawiało, że słuchało się ich z przyjemnością.

Kolejny zespół, dał się zapamiętać głównie tym, że już w połowie pierwszej piosenki chłopaki pomylili sampla z bitem ;-), a może zwrotki w piosence, w każdym razie przerwali i zaczęli od początku.

Oczywiście mogło być gorzej... i było. Prawdziwy rekord beznadziejności pobił zespół Awers... albo Rewers... nie pamiętam, ale jedno z dwojga. Klawiszowiec opanował chyba dopiero 3 klawisze, a przynajmniej tak to brzmiało gdy wykonywali cover “Całuj mnie”. Wokalista bardziej wyglądał niż śpiewał, a że wyglądał jak wyjęty z polsatowego serialu, to można sobie wyobrazić jaki miał wokal. Do tego próbował, podkreślam próbował, skakać po scenie, co dawało efekt wprost komiczny. Perkusisty nie widziałem bo chował się za wielkim talerzem, który uderzał pałką tak, jakby bał się, że mu odda.

Na szczęście widziałem gitarzystę. Widziałem i przyglądałem się mu z każdą minutą bardziej rozbawiony. Chłopak aktorzył lepiej niż Rasiak na boisku. Za każdym razem gdy znalazł się w zasięgu kamery (taaak, ktoś to filmował) zaczynał wyczyniać prawdziwe cuda na gitarze. Palce szybsze niż dźwięki skakały po strunach raz ponad, raz pod gryfem... myślałem, że mu się progi stopią od tej szybkości. Niestety efektów tych palcowych akrobacji za cholerę nie było słychać. Wszystko brzmiało identycznie przed, w trakcie i po gryfowo-strunowo-palcowej gimnastyce.

Ogólnie wieczór muszę zaliczyć do udanych. Trochę muzyki, trochę kabaretu, piwo i dziołchy w glanach. Czego chcieć więcej :-)

Komentarze