Pocztowe WTF 2

skrzynka Ustawa Prawo Pocztowe:
2. Przesyłka, jeżeli nie jest nadana na poste restante, może być także wydana ze skutkiem doręczenia:
1) adresatowi:
(...)
b) w placówce operatora, jeżeli podczas próby doręczenia przesyłki adresat był nieobecny pod adresem wskazanym na przesyłce (...) albo doręczenie za pomocą oddawczej skrzynki pocztowej nie jest możliwe,

Tłumacząc z polskiego na polski ... ponieważ wielkość szczeliny skrzynki pocztowej jest określona normą, listonosz może (czyt. robi tak prawie zawsze) śmiało olać naszą ciut większą niż otwór wrzutowy paczkę nawet jeśli dobrze wie, że 24/7 siedzimy w chacie. Wystarczy, że wrzuci zawiadomienie o próbie (sic!) dostarczenia. Co ciekawe. Regulamin świadczenia usług definiuje tylko zawiadomienie o niezastaniu osoby uprawnionej do odebrania paczki.

Pocztowe WTF

skrzynka Wkurzony (kolejny raz) przez kochaną Pocztę, zacząłem sobie czytać ich regulamin. Czytam i czytam i się zastanawiam, kto (czyt.: jaki baran) to napisał i kto to zatwierdził.
Taki kwiatek np.:
Przesyłka rejestrowana lub przekaz pocztowy podlegają doręczeniu po uprzednim: (...) pokwitowaniu przez odbiorcę odbioru przesyłki

Innymi słowy, dostaniesz, jak podpiszesz, że już dostałeś. Nie raz już się o to w okienku kłóciłem, ale widzę, że ten kompletnie nielogiczny wymóg ma jednak umocowanie w regulaminie. Przede mną jeszcze spory kawałek do przeczytania, ciekaw jestem co jeszcze znajdę :)

"Jazdaaa" spod znaku 3 pasków

oryginał: dziennik.pl Jak ja "podziwiam" tę niepiśmienną, bogatą w paski, ubogą w punkty ilorazu inteligencji, część polskiego społeczeństwa. Jakież niespożyte pokłady energii trzeba mieć aby uskuteczniać to, czego od jakichś 15 godzin jestem świadkiem?
Otóż przyszło mi spędzić noc w mieszkaniu sąsiadującym z jakimś dresiarskim grajdołem, w którym akurat wczoraj ci analfabeci postanowili urządzić sobie imprezę. Nie mam nic przeciwko imprezom. Nie mam nawet nic przeciwko głośnym imprezom. Ale do kurwy nędzy, ile razy można słuchać ten sam .... twór (nie nazwę tego utworem) który zaczyna i kończy się (chyba) godowym okrzykiem tych nie do końca wyewoluowanych orangutanów, "jazdaaaaaaa". Ja wszystko rozumiem. Młodość ma swoje prawa. Pamiętam, jak sam po pijaku śpiewałem 17 razy pod rząd "Czerwone korale" (byłem bardzo pijany, a śpiew odbywał się na odludziu w niewielkim gronie przyjaciół). Ale to już leci 15 godzin !!!!
Zaczęli wczoraj wieczorem, napierdalali całą noc, około 2 ściszyli do poziomu monotonnego dudnienia, które od biedy umożliwiało sen. Po 4tej przyrąbali znów ze zdwojoną siłą, ściany się zatrzęsły, we mnie się zagotowało. Policja przyjechała jak zwykle w "idealnym" momencie, akurat gdy dresiarstwo zrobiło przerwę i wyszło pod blok nabrać świeżego powietrza (pewnie im się już nochy białym proszkiem posklejały). Zapewne w ramach JP100, kipiąc dumą i odwagą, spierdolili na widok mundurowych, którzy zbytnich hałasów nie stwierdziwszy zawinęli tyłki z powrotem do fabryki.
Dresiarstwo wróciło bardzo szybko, podmuchało zapewne na nagrzaną już od replayowania płytkę i znowu potencjometrem zgodnie z ruchem wskazówek zegara zakręcili. I tak to trwa do chwili obecnej. Cały czas zza ściany leci coś takiego :
This text will be replaced by the flash music player.
(nagrane telefonem) makak;oryginał:www.papugi.com.pl Ja nawet mam na to wytłumaczenie. W tym tworze jakiemuś wannabe-dj'owi, przypadkiem zapewne, pod myszkę wpadły sample ze skrzypcami, bądź co bądź instrumentem klasycznym. Tłumaczę więc sobie, że te makaki przerośnięte podświadomie łakną kultury, że to mechanizm obronny ich prymitywnych organizmów, które niczym witamin i minerałów potrzebują namiastki czegoś, co można określić mianem twórczości. Biorąc pod uwagę ich (słyszane bez problemu przez ścianę) dialogi typu:
- kuuuuurwaaaaaaa - ooooouuuuaaaaa - ja pierdolęęęę, jaaaaazdaaaaaa dużo im tej kultury nie potrzeba i te pojedyncze skrzypiec strun szarpnięcia w tym kilku minutowym łomocie, w zupełności wystarczają, a na tyle ten konkretny łomot spośród innych wyróżniają, że innego słuchać nie chcą. O ja biedny. Jeszcze kilka nocy do przespania pod tą ścianą mi zostało. Mam nadzieję, że im się szybko prochy skończą, bo biorąc pod uwagę skuteczność naszych służb porządkowych nieprędko się wyśpię.

Drogi krzyżowe

Mam chyba wrodzone uczulenie na bzdury. Gazeta Wybiórcza i moje ulubione miasto Bydgoszcz dostarczają mi niemal codziennie odpowiednią dawkę odpowiedniego alergenu.
Wczorajsza wybiórcza opisała jak to prezydent miasta p. Dombrowicz zakazał miejskiemu zarządowi dróg usuwania przydrożnych krzyży. Niby nic. Ale jednak coś.
screenshot wyborcza.pl
Zarząd dróg chce usunąć krzyże, nie dlatego, że woli gwiazdy Dawida albo półksiężyce, lecz dlatego, że stoją one przy drogach nielegalnie. Według bydgoskiej drogówki, aby cokolwiek tam postawić, trzeba wystąpić o odpowiednie pozwolenie i uiścić odpowiednią opłatę.
Pan prezydent - wydawałoby się, osoba z urzędu zobligowana do stania na straży porządku - zakazuje podległym sobie organom administracyjnym wykonywania ich obowiązków czyli wspomnianego porządku przywracania.
Wtóruje mu w tym naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji, który uważa, że "nie warto toczyć wojny o krzyże z ludźmi, których i tak dotknęła tragedia".
Innymi słowy funkcjonariusz Policji uważa, że dopuszczalne jest łamanie prawa przez ludzi tragicznie doświadczonych przez los.
Zastanawiam się w związku z tym nad wysłaniem do p. prezydenta i p. naczelnika, oficjalnego pytania o to, czy jako osoba dotknięta osobistą tragedią (nieszczęśliwy wypadek, uszkodzenie nogi) mógłbym zostać wyłączony spod działania przepisów prawa zabraniających picia alkoholu w miejscach publicznych? Jako że nie mogę biegać, jestem z góry skazany na porażkę w przypadku próby ucieczki przed patrolem policji ścigającym mnie i moją puszkę piwa (która, to nóg w ogóle nie posiada).
Postulowałbym również wprowadzenie taryfikatora określającego, jakie tragedie, jakie prawa anulują. Ułatwiłoby to nam - ludziom przez los poszkodowanym - życie w naszym ukochanym państwie prawa.
;-).

Starożytna pomoc rybami

Natknąłem się wczoraj na takie ogłoszenie/reklamę .... zastanawiam się czy nie skorzystać. Wizja zdobycia wiedzy na temat chudnięcia bez tworzyw sztucznych wydaje się być kusząca.
Przydałoby się trochę brzucha zrzucić ;-)
wróżka