Ostatni dzień

  2012-09-17 20:39:00

obrazek

Siedzę właśnie na lotnisku i czekam na lot powrotny do Polski (przez Moskwę). Mam jeszcze ok. godziny całkiem sporo czasu, żeby opisać wczorajsze wojaże.

Zaczęło się z rana od spotkania z moim koreańskim przyjacielem, który w przeciwieństwie do mnie rozumie koreańskie rozkłady jazdy autobusów :)

Oprócz nas w "wyprawie" brały udział dzieci kolegi, które jak zwykle szalały:

obrazek
obrazek
obrazek

Sklepu ze smakołykami nie dało się oczywiście ominąć w drodze na przystanek

obrazek
obrazek
obrazek

W trakcie czekania na autobus dało się zauważyć kilka ciekawych rzeczy. Na przykład futurystycznie wyglądające kosze na śmieci:

obrazek

sklep zoologiczny, sprzedający głównie mikroskopijne psy:

obrazek

W końcu autobus przyjechał i za równowartość ok. 6zł pomknęliśmy do oddalonego o ~50km Seoulu

obrazek

Na miejscu przywitały nas pomniki ważnego koleżki:

obrazek

i inne cuda

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

Seoul jest ogromny. Od momentu wyjścia z autobusu wszystko na około przytłacza. Od pomników po budynki.

obrazek
obrazek
obrazek

A ten koleżka podobno srogo skopał tyłki Japończykom:

obrazek

Idziemy dalej i co krok trafiamy na lokalną “gastronomię”:

obrazek
obrazek

Kupujemy kolejny bilet i wsiadamy w autobus turystyczny, który robi kółka wokół Seoulu zatrzymując się przy ważniejszych i wartych zobaczenia miejscach. O obcokrajowcach też pomyślano - w trakcie trasy można sobie posłuchać informacji o mijanych miejscach w swoim ulubionym języku:

obrazek

Wysiedliśmy przy starym, wielkim targu. Na dzień dobry trafiło się kilka-kilkanaście sklepów z aparatami fotograficznymi. Nawet nie wchodziłem, bo wiedziałem, że nie wyjdę. Obśliniłem tylko trochę szybę ;)

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

A później gdzie człowiek nie spojrzał tylko żarcie, ciuchy, pierdoły i ciuchy:

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

W sklepach z pierdołami suwenirów z obcymi gwiazdorami raczej nie uświadczysz:

obrazek

Wszędzie tłok i gwar

Co do gastronomi, to jest to całkiem ciekawy temat. Restauracje nie mają w zwyczaju - jak w Polsce - serwować 20-30 potraw, ale najczęściej tylko kilka, 4-6. Ma to ogromną zaletę, czas oczekiwania na realizację zamówienia jest liczony w pojedynczych minutach.

Oprócz tego każda taka restauracja prowadzi sprzedaż na telefon i dostarcza jeszcze ciepłe żarełko do zamawiającego. Na ulicach rynku można spotkać wielu kurierów i kurierek dostarczających zamówienie na miejsce. Sam transport realizowany jest przy pomocy skuterów

obrazek
obrazek

jak i samego dostarczyciela

obrazek

Większości specjałów nawet nie potrafię nazwać

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

Zdażają się też widoki nietypowe:

obrazek
obrazek
obrazek

Po paru godzinach chodzenia przyszedł czas na obiad :)

obrazek

… a później kolejny kurs autobusem do słynnej wieży telewizyjnej. Ostatni fragment trzeba pokonać na piechotę

obrazek

ale warto się wysilić, bo na górze oprócz widoku samej wieży oraz widoku z wieży, można też trafić na pokaz walki tradycyjną koreańską bronią:

obrazek

Jedną z atrakcji pod wieżą były “choinki” kłódek:

obrazek
obrazek

a oto sama wieża:

obrazek

i widoki z jej szczytu:

obrazek
obrazek
obrazek

Na szczycie wieży poza oknami, przez które można rzucić okiem na miasto, jest też coś takiego:

obrazek

ściany pełne dziwnych kwadratowych drewienek. Ale co jest na nich napisane - nie wiem.

obrazek

Pod wieżą miałem również okazję zobaczyć autobusy elektryczne:

obrazek

Po zwiedzaniu wieży powrót do centrum, ostatni rzut okiem na miasto …

obrazek
obrazek

… i powrót do hotelu.

Komentarze