Weekendowy tuning

Po wyciszeniu i wychłodzeniu lapka przyszedł czas na serverko-media-prawie-center:

Przed
serverek


Po
serverek


24V wiatrak wymontowany ze starej laserówki, podłączony do USB sprawuje się na tyle dobrze, że radiator jest praktycznie zimny. Wcześniej parzył.

Wyciszenie i schłodzenie laptopa

Przeprowadziłem mały tuning starego laptopa (wysłużony FujitsuSiemens Amilo A):

Plusy

Temperatura procesora:


Przed: ~70°C; Po: 26°C
Hałas: Przed: wkurwiający jazgot; Po: kompletna cisza.

Minusy

Delikatnie zmieniona geometria:
lapek
;)

ZTM - porażka

Dzisiejszy dzień upływa mi pod znakiem Warszawskiego ZTM jako symbolu wszechstronnej porażki. Jako, że często odwiedzam Warszawę postanowiłem sobie wyrobić Warszawską Kartę Miejską. Żaden z proponowanych przez ZTM
wzorów plastikowego super biletu mi nie pasował, zrobiłem więc swój. Zamówiłem i czekałem.
W końcu pokuśtykałem do punktu odbioru, pobrałem numerek i wpatrywałem się w wyświetlacz.

Pierwszy fail

Projektant, programista i tester systemu do wydawania numerków kolejkowych musieli być w pracy na bani. Zupełnie nie rozumiem jaki jest sens wydawania numerków skoro nie są one "wzywane" w kolejności! A może jest w tym jakaś ukryta logika? W każdym razie ja jej nie pojmuję.

Drugi fail

Sympatyczna pani z okienka wita mnie słowami "Poproszę dokument". Pytam "Jaki?" i próbuję sobie przypomnieć czy nie trzeba było czegoś wydrukować ze stronki, na której zamawiałem kartę. Uprzejma (ale chyba nie za bardzo rozgarnięta) pani odpowiada: "jakikolwiek!". Nosz w mordę ... już chciałem zapytać, czy może być któryś RFC. W końcu doszliśmy do porozumienia, że chodzi o dokument tożsamości. Droga pani urzędniczko, proszę się nie lenić w pracy, to tylko jedno słowo więcej!

Trzeci fail

Karta. Ja pierdzielę, wiedziałem, że będzie wyglądała źle, ale nie myślałem, że aż tak. Ja nie wiem jaką technologię druku oni stosują, ale stawiam oryginalny toner HP'ka przeciwko farbkom akwarelowym, że w domowych warunkach uzyskałbym lepsze wyniki:
karta

Czwarty fail

Wracam do domu, odpalam kompa, chcę zajrzeć na stronę ZTMu, googlam, klikam ... i co widzę:
screenshot strony


Brawo ZTM Warszawa !!!

Ostateczne rozwiązanie problemu z anteną w najnowszym iPhone

iphone Takie cudo ktoś mi podrzucił.
Oczywiście wiem, że to żart, ale zacząłem się pod jego wpływem zastanawiać, jak zareagowałyby rzesze apple-onanistów gdyby
ich ukochana firma rzeczywiście wypuściła coś takiego na rynek (za skromne kilkadziesiąt dolców). Coś czuję, że mógłbym wtedy znaleźć wiele opisów, jak świetny jest to wynalazek, jak zwiększa tzw. "zasięg" telefonu, jak ułatwia rozmawianie i oczywiście - jak wspaniale jego retro stylistyka nawiązuje do klasycznych rozwiązań z początku ery telefonów komórkowych.

Hipsterzy też pewnie chętnie nabyliby takie cacko :-).

I bądź tu człowieku pomocny

Mam nauczkę, żeby nie pomagać ludziom w matematyce!

W pewnym sklepie, przy pewnej kasie, zwróciłem pewnej pani uwagę, że jej dziesięć towarów nie spełnia warunku "do 10 artykułów"

, którego spełnienie było konieczne do skorzystania z owej kasy...

w zamian, miast podziękowania, otrzymałem od jej męża (człowieka o śmierdzącym oddechu i cyckach większych od cycków żony) obietnicę wpierdolu pierwszorzędnego z gwarancją zalania się krwią.

I bądź tu człowieku pomocny.

Jamendo Console Player

jamendo Polubiłem ostatnio słuchanie muzyki z Jamendo. Poziomem przewyższa (muzyka) pop-emo chłam, którym "raczą" mnie krajowe stacje radiowe, a do tego

jest tak kompletnie nieznana (nieobecna w mainstream'ie), że nie przyciąga zbytnio mojej uwagi i nie przeszkadza w pracy. Wprost ideał, ... gdyby nie jedno 'ale'. Żeby słuchać trzeba wejść na stronkę.

Potrzeba

Niby nic, ale dla mnie to problem. Moim źródłem muzyki jest mój servero-media-center zrobiony z hapekowego cienkiego klienta i odpalanie na nim X'ów tylko do słuchania muzyki to zbyt duży 'koszt' (udam, że bez znaczenia jest fakt, że ja po prostu lubię pracować w konsoli).

Rozwiązanie

Gotowego rozwiązania nie znalazłem (jest kilka okienkowych jamendo-playerów). Trochę pokombinowałem w Pythonie. Zaliczyłem facepalm, gdy zorientowałem się, że adresy, które wyciągałem Wiresharkiem, są opublikowane na oficjalnej stronie Jamendo. W końcu doszedłem do czegoś co nawet działa.

konsola

Podstawowa funkcjonalność, która spełnia w 100% moje potrzeby zawiera się w trzech punktach:


  • odtwarzanie konkretnego albumu

  • ściąganie konkretnego albumu

  • odtwarzanie Radia Jamendo

Nie ma żadnego przewijania, scroblowania, dodawania do ulubionych, itd. Żadnych zbędnych wodotrysków. Odpalam to sobie w screenie i leci sobie godzinami. Gdy odtwarzany kawałek wyjątkowo mi się nie podoba pojedyncze Ctrl+C przechodzi do następnego utworu, przytrzymane - ubija playera.

Pod maską

Kod jest prosty (wręcz prostacki). Ameryki nie odkryłem. Odpytując kilka adresów, wyciągam poprzez API Jamendo adres ścieżki audio. Pozostaje tylko ją odtworzyć.
Na początku kombinowałem z gstreamer'em ale okazało się, że na jednej maszynie działa, a na drugiej - mimo zbliżonej konfiguracji - odmawia posłuszeństwa. Z wrodzonego lenistwa sięgnąłem więc po rozwiązanie najprostsze - uruchamiam w tle aplikację mpg123 z adresem mp3ki jako parametrem. Całość działa sprawnie i zgrabnie, jak na razie, żadnych większych problemów nie zaobserwowałem.

Repo

Jeśli ktoś ma ochotę zajrzeć lub pogrzebać w kodzie, to proszę się nie krępować:
git://github.com/satanowski/Jamendo-Console-Player.git

Wytykanie błędów mile widziane :)

MłotkoNóż

Dobrze, że chociaż gaśnica nie była przypięta łańcuchem:
młotko-nóż

#57

takie tam

Jak kradnie Play vol.2

Ponieważ mój poprzedni wpis zrobił się dość "słynny", a niektórzy komentatorzy rzucili nowe światło na mój spór z Play'em (dziękuję :) ), korzystając z dobroczynnego, ułatwiającego skupienie,

działania Ketonalu, postanowiłem przeanalizować wszystko od nowa.

Obliczenia - czyli co spieprzyłem ja

Okazało się, że przyjąłem zły sposób liczenia ilości pobranych/wysłanych danych. Najzwyczajniej w świecie nie wiedziałem o zaokrąglaniu wielkości pakietów danych do 100kB. Nie pomógł mi spis połączeń operujący liczbami zaokrąglanymi do 10kB, a przede wszystkim nie wyprowadziło mnie z błędu BOK, które po zapoznaniu się z moimi obliczeniami odpowiedziało (dokładny cytat):

(...)
dokładnie zapoznaliśmy się z opisaną przez Pana sytuacją i postanowiliśmy uznać reklamację za zasadną
(...)

Najwyraźniej za mało dokładnie.

Wszystkim tym, którzy chcieliby już zakrzyknąć, żem głupiec i obsmarowałem Play'a niesłusznie, proponuję doczytać do końca.

Bilingi i obsługa klienta - czyli co spieprzył Play

Po pierwsze

Czy się pomyliłem czy nie, niezmiennym pozostaje fakt, że koszty połączeń naliczano mi, choć posiadałem środki z wykupionego pakietu danych. To widać niezależnie od przyjętego sposobu liczenia pakietów.

Po drugie

Mimo ewidentnego dowodu jakim jest spis połączeń:
fragment bilingu
Play upiera się, że zakosił mi tylko jeden pakiet danych czyli 12gr.

Po trzecie

Zakładając hipotetycznie, że wszystko było cacy, że to bilingi są złe, a Satanowski jest głupi i nie umie liczyć ... pozostaje jedno pytanie - dlaczego uznano moją reklamację i jednocześnie odmówiono zwrotu pieniędzy?

To jest dla mnie najbardziej niezrozumiałe. Jeśli przyznajesz się do błędu, to go do cholery napraw, szczególnie gdy zmusza cię do tego twój własny regulamin.

Na co mi "rekompensata" w minutach, których i tak nie wykorzystam, skoro w spisie połączeń widzę "ukradzione" złotówki a Play łaskawie chce mi skorygować fakturę o 12gr?

Imponderabilia

Rzeczą już zupełnie poboczną (ale dla mnie ważną) jest poziom oficjalnych pism, które otrzymałem. Drodzy konsultanci, przydałoby się, żeby poza zlikwidowaniem czerwonych podkreśleń w Wordzie, ktoś z was te teksty przed wysłaniem jeszcze przeczytał :).

Jak kradnie Play

play logo

Prolog


Skusił był mnie Play swą ofertą swego czasu. Kupiłem, zanęcony ceną, błyszczącego smartfona z dostępem do internetu
i zadowolon go używałem do pewnego grudniowego wieczora, kiedy to zalogowałem się do panelu klienta celem sprawdzenia rachunku.
Jego wysokość zdziwiła mnie tak bardzo, że ściągnąłem sobie spis połączeń i dokładnie go przeanalizowałem.

Akcja

Okazało się, że system bilingowy Play'a działa w sposób (najwyraźniej) niedeterministyczny i, pomimo że posiadałem środki z wykupionego pakietu danych (500MB) oraz przebywałem w tzw. Strefie Play, czasami naliczał mi koszty za pobrane/wysłane dane tak, jak przy zwykłym połączeniu:

biling

Zadzwoniłem więc do BOK i poprosiłem o wyjaśnienie sprawy, a przy pomocy playowego spisu połączeń podliczyłem nadpłacone złotówki.

Wyjaśnienie nadeszło bardzo szybko: Play przyznał się do błędu i zaproponował "rekompensatę" w minutach połączeń.

Chcąc przygotować się do rzeczowej dyskusji, zadzwoniłem drugi raz do BOK i zapytałem uprzejmie w jaki sposób Play liczy dane? Czy według nich 500MB to 500 x 1024kB, czy może 500 x 1000kB? Zdziwiona pani "konsultantka" bardzo długo poszukiwała odpowiedzi, aż w końcu po konsultacji z działem technicznym wskazała na 1024kB.

Jeszcze raz sprawdziłem swoje obliczenia i wyszło mi, że Play łaskawie chce mi oddać 1/3 tego, co sobie przywłaszczył.

Napisałem więc oficjalną reklamację. Dołączyłem spis połączeń, obliczenia, itp. Oczywiście, trafiłem na "Specjalistę do spraw obsługi klienta", który nie miał pojęcia nie tylko o matematyce, ale również o ojczystym języku i logice. Pismo, które otrzymałem najeżone było błędami stylistycznymi i technicznym bełkotem, a sensu właściwie nie miało w ogóle. W wielkim skrócie, Play odpowiedział mi następująco:

Panie Satanowski. To prawda, zakosiliśmy ci X zł, nasza wina. Przyznajemy się do błędu. Ale oddać możemy najwyżej 1/3 tego, i to nie w PLNach, ale w minutach połączeń. Bierz albo spieprzaj do sądu.

Napisałem więc odwołanie, w którym wykazałem brak sensu ich decyzji: ponownie powołałem się na ich własne spisy połączeń; dorzuciłem również cytat z ich własnego regulaminu, który nakazuje im naprawienie szkód powstałych z ich winy.

Odpowiedź była jeszcze lepsza niż poprzednia. Odpisał mi już nie zwykły konsultant ale sam "lider" konsultantów i z takim samym brakiem szacunku dla ojczystego języka, operując technicznym bełkotem, pokazał mi środkowy palec. W skrócie:

Panie Satanowski. Cmoknij nas w pompkę. Przyznaliśmy ci rację w poprzednim piśmie, ale teraz uważamy, że twoja szkoda wyniosła 12gr. Spis połączeń możesz sobie wsadzić albo iść z nim do sądu.

Epilog

No i zostałem w czarnej dupie. Do sądu nie pójdę, bo po pierwsze koszty sądowe byłyby większe niż wysokość mojej szkody, a po drugie fizycznie nie mogę się ruszyć, bom po operacji przykuty do łóżka. Play mnie karą umowną za jajca trzyma i ściska.

Nosz w mordę jeża!

UPDATE: Widzę, że po wrzuceniu tego przez bnc1 na Wykop zrobiło się tu trochę tłoczno i gwarno. Spieszę więc wyjaśnić kilka spraw, bo widzę, że niektórzy mają spore problemy z czytaniem ze zrozumieniem ;-). Po pierwsze primo: Dziękuję Almix'owi za linka do UKE. To będzie kierunek moich dalszych poczynań. Po drugie primo: Wszystkim doradzającym niepłacenie rachunków, samodzielne wymierzanie sprawiedliwości, blokowanie jakichś pakietów oraz tym, którzy uważają, żem mięczak i nie walczę o swoje - dziękuję za rady i polecam uważniejsze czytanie (ze zrozumieniem). Po trzecie primo, ultimo: Nie wątpię, że mój problem wynika z błędu pracownika a nie całej korporacji więc nie zamierzam zamieszczać treści/skanów korespondencji. Ci, którzy do mnie pisali robili to w ramach swoich obowiązków służbowych i jeśli coś schrzanili, to należy im się opierdziel od ich szefa a nie od użytkowników Wykopu.

Pozdrawiam.

UPDATE2: Ciąg dalszy tej sprawy.