Wyprawa do Korei - takie małe podsumowanie

  2012-09-20 22:08:00

W sumie miałem już nic nie pisać w ramach triploga ale przypomniało mi się jeszcze kilka ciekawostek związanych z moim pobytem w Korei i podróżą tam i z powrotem.

obrazek

Mogłem w sumie napisać o tym przy okazji poprzednich postów, ale najczęściej pisałem je w pośpiechu, kilka minut przed północą, co nie sprzyja kreatywności :).

Smartfony

Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy po wylądowaniu w Korei to przywiązanie Koreańczyków do ich smartfonów i tabletów. Smartfony mają praktycznie wszyscy. Ciężko spotkać kogoś, kto go nie ma, lub właśnie go nie używa. Ośmiolatka z Galaxy S-dwójką to nic nadzwyczajnego. Spora liczba z tych wszechobecnych smartfonów wyposażona jest w odbiorniki DMB więc gdy widzisz Koreańczyka przez dłuższy czas gapiącego się w ekran swojego fona, nie oznacza to, że ma on problemy z czytaniem - zapewne właśnie zwyczajnie ogląda sobie telewizję.

Używanie tabletu jako lusterka przez modnie ubranego Koreańczyka, sprawdzającego, z której strony czoła jego długa grzywka wygląda najlepiej, to również nic dziwnego.

Tablety i monitory w samochodach

Pokrewny do smartfonów temat to tablety zamontowane w samochodach (a nawet w skuterach). Nie widziałem bodajże nawet jednego samochodu, który nie posiadałby choćby jednego ekranu przymocowanego do deski rozdzielczej. Samochód stary czy nowy - ekranik musi być! :)

obrazek

A na ekraniku jeśli nie standardowy GPS, albo jakieś media-center … to oczywiście telewizja.

obrazek

Nie wiem jak wygląda sprawa legalności oglądania telewizji w trakcie jazdy, ale nie jest to niespotykana praktyka :)

Lotnisko w Moskwie

Nie zwiedzałem zbyt wielu lotnisk więc nie mam wielkiego porównania ale … lotnisko Moskwa-Szeremietiewo totalnie mnie rozczarowało i wkurzyło. Mogę wybaczyć kretyńską organizację przesiadek - to, że człowiek lekko niesprawny ruchowo ma niewielkie szanse zdążyć na przesiadkę gdy bramkę wejściową i wyjściową dzieli dystans, którego pokonanie szybkim krokiem zajmuje 15-20 minut. W głowie mi się natomiast nie mieści jak można pozwolić na palenie papierosów na terenie lotniska, w miejscach gdzie przebywają setki ludzi. Gdzieniegdzie postawione urządzenia mające pochłaniać dym bardziej służą za podpórkę niż rzeczywisty pochłaniacz. Zresztą palacze jak zwykle mają w dupie innych i nawet nie starają się pomóc tej badziewnej maszynie - dmuchają wszędzie, albo palą kilka metrów od maszyny. Porażka.

obrazek

Choć może nie powinienem się dziwić po tym co miałem okazję obserwować lecąc Aeroflotem z Seoulu do Moskwy. Brzydkie, grube stewardessy; komunikaty po angielsku wygłaszane chyba w trakcie przeżuwania ziemniaków; tapicerka foteli robiona prawdopodobnie z odkupionych od PKP zasłonek z 30 letnich wagonów; ilość miejsca między fotelami przystosowana wyłącznie do średniego wzrostu Koreańczyka; obrzydliwe jedzenie; nie sprzątanie po posiłku przez jakąś godzinę; organizacja roznoszenia napojów wołająca o pomstę do nieba; itd.

W Korean Air natomiast; fajne stewardessy, jednorazowe kapcie, szczoteczka i pasta do zębów dla każdego pasażera; świetna organizacja, dużo więcej miejsca dla pasażera… i przede wszystkim lotnisko, na którym zrobiono nawet specjalną kolejkę, żeby się człowiek w biegi długodystansowe nie bawił.

Pewnie przesadzam i niepotrzebnie generalizuję… ale następnym razem jeśli będę miał do wyboru linie rosyjskie i koreańskie, raczej nie będę się zastanawiał :)

Skomentuj....

Ostatni dzień

  2012-09-17 20:39:00

obrazek

Siedzę właśnie na lotnisku i czekam na lot powrotny do Polski (przez Moskwę). Mam jeszcze ok. godziny całkiem sporo czasu, żeby opisać wczorajsze wojaże.

Zaczęło się z rana od spotkania z moim koreańskim przyjacielem, który w przeciwieństwie do mnie rozumie koreańskie rozkłady jazdy autobusów :)

Oprócz nas w "wyprawie" brały udział dzieci kolegi, które jak zwykle szalały:

obrazek
obrazek
obrazek

Sklepu ze smakołykami nie dało się oczywiście ominąć w drodze na przystanek

obrazek
obrazek
obrazek

W trakcie czekania na autobus dało się zauważyć kilka ciekawych rzeczy. Na przykład futurystycznie wyglądające kosze na śmieci:

obrazek

sklep zoologiczny, sprzedający głównie mikroskopijne psy:

obrazek

W końcu autobus przyjechał i za równowartość ok. 6zł pomknęliśmy do oddalonego o ~50km Seoulu

obrazek

Na miejscu przywitały nas pomniki ważnego koleżki:

obrazek

i inne cuda

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

Seoul jest ogromny. Od momentu wyjścia z autobusu wszystko na około przytłacza. Od pomników po budynki.

obrazek
obrazek
obrazek

A ten koleżka podobno srogo skopał tyłki Japończykom:

obrazek

Idziemy dalej i co krok trafiamy na lokalną “gastronomię”:

obrazek
obrazek

Kupujemy kolejny bilet i wsiadamy w autobus turystyczny, który robi kółka wokół Seoulu zatrzymując się przy ważniejszych i wartych zobaczenia miejscach. O obcokrajowcach też pomyślano - w trakcie trasy można sobie posłuchać informacji o mijanych miejscach w swoim ulubionym języku:

obrazek

Wysiedliśmy przy starym, wielkim targu. Na dzień dobry trafiło się kilka-kilkanaście sklepów z aparatami fotograficznymi. Nawet nie wchodziłem, bo wiedziałem, że nie wyjdę. Obśliniłem tylko trochę szybę ;)

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

A później gdzie człowiek nie spojrzał tylko żarcie, ciuchy, pierdoły i ciuchy:

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

W sklepach z pierdołami suwenirów z obcymi gwiazdorami raczej nie uświadczysz:

obrazek

Wszędzie tłok i gwar

Co do gastronomi, to jest to całkiem ciekawy temat. Restauracje nie mają w zwyczaju - jak w Polsce - serwować 20-30 potraw, ale najczęściej tylko kilka, 4-6. Ma to ogromną zaletę, czas oczekiwania na realizację zamówienia jest liczony w pojedynczych minutach.

Oprócz tego każda taka restauracja prowadzi sprzedaż na telefon i dostarcza jeszcze ciepłe żarełko do zamawiającego. Na ulicach rynku można spotkać wielu kurierów i kurierek dostarczających zamówienie na miejsce. Sam transport realizowany jest przy pomocy skuterów

obrazek
obrazek

jak i samego dostarczyciela

obrazek

Większości specjałów nawet nie potrafię nazwać

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

Zdażają się też widoki nietypowe:

obrazek
obrazek
obrazek

Po paru godzinach chodzenia przyszedł czas na obiad :)

obrazek

… a później kolejny kurs autobusem do słynnej wieży telewizyjnej. Ostatni fragment trzeba pokonać na piechotę

obrazek

ale warto się wysilić, bo na górze oprócz widoku samej wieży oraz widoku z wieży, można też trafić na pokaz walki tradycyjną koreańską bronią:

obrazek

Jedną z atrakcji pod wieżą były “choinki” kłódek:

obrazek
obrazek

a oto sama wieża:

obrazek

i widoki z jej szczytu:

obrazek
obrazek
obrazek

Na szczycie wieży poza oknami, przez które można rzucić okiem na miasto, jest też coś takiego:

obrazek

ściany pełne dziwnych kwadratowych drewienek. Ale co jest na nich napisane - nie wiem.

obrazek

Pod wieżą miałem również okazję zobaczyć autobusy elektryczne:

obrazek

Po zwiedzaniu wieży powrót do centrum, ostatni rzut okiem na miasto …

obrazek
obrazek

… i powrót do hotelu.

Skomentuj....

Gangnam Style

  2012-09-14 17:58:00

Dzięki uprzejmości znajomego koreańczyka miałem dziś okazję obejrzeć słynną dzielnicę Seoul'u - Gangnam. Tak zatłoczonego miejsca jeszcze nie widziałem :)

… ale od początku.

Przewidziane było nie tylko jedzenie, więc skorzystaliśmy z autobusu:

obrazek
obrazek

Przy okazji miałem okazję dowiedzieć się jaką funkcję pełni dość ciekawie wyglądająca skrzyneczka ustawiona przy ulicy. Jest to dystrybutor gazet reklamowych:

obrazek

Koreańskie autobusy są całkiem fajne. Po tym jak ostatnio widziałem monitor reklamowy w windzie, nie zaskoczył mnie już telewizor w autobusie:

obrazek

Droga z Suwonu do Gangnam zajmuje ok. godziny, po drodze nie ma zbyt wiele do oglądania (no może poza Jezusem ze Świebodzinejro)

obrazek

i jakimiś wysokimi blokami

obrazek

W końcu dojechaliśmy i zaczęliśmy zwiedzanie :)

obrazek

A jest co zwiedzać. Dzielnica dosłownie tętni życiem. Ilość klubów, restauracji, pubów… a przede wszystkim ludzi jest oszołamiająca

obrazek
obrazek
obrazek
obrazek

Oczywiście poza gastronomią można znaleźć wszelkie inne punkty usługowe:

obrazek
obrazek

i handlowe …

obrazek
obrazek

a nawet ezoteryczne ;)

obrazek

Są też niespotykane cuda, jak samochód zrobiony na drutach:

obrazek

albo repliki butów Michaela Jordana:

obrazek

Po długim spacerze postanowiliśmy uzupełnić zasoby energetyczne (nażreć się mięcha) i podregulować zawartość jonów w organizmie przy pomocy płynów izotonicznych (browarek).

Żarełko było bardzo “polskie” jak na koreańskie warunki. Pseudo kaszanka i kawałki świni z rejonów rzadko w Polsce jadanych (ozór, skóra, itp). Jako przyprawa było coś składające się głównie z mikroskopijnych krewetek:

obrazek
obrazek

Energia zmagazynowana, można iść dalej. Pstrykałem raczej co popadnie, bo wszystko wyglądało ciekawie.

Nastolatki, które nie mogą się oderwać od swoich telefonów:

obrazek

Rozkład autobusów:

obrazek

Przejście pod skrzyżowaniem:

obrazek

Jakieś kolorowe rurki:

obrazek

Freddie Mercury z bardzo długimi nogami:

obrazek

Z racji tego, ze praktycznie nie ma śmietników, śmieci ustawiane są gdzie popadnie:

obrazek

Na ulicy poza zwykłymi ludźmi jest masa “naganiaczy”. Naganiają do restuaracji, do sklepów. Jedni tylko dają ulotki, inni wręcz występują:

obrazek
obrazek

Jak już wspomniałem, ulice i chodniki są niesamowicie zatłoczone:

obrazek

Mimo to jest całkiem spokojnie. Handel kwitnie :)

obrazek
obrazek

Ciekawostka. Palenie na ulicy jest zabronione. Panowie w niebieskich kapeluszach wyłapują dymiących śmierdzieli i wlepiają im mandaty:

obrazek

Oprócz tego wszystkiego gdzie nie spojrzeć posągi i nowoczesne budynki:

obrazek
obrazek

Na koniec wielka pochwała i zazdrość. Zazdroszczę Koreańczykom kultury w tak prostych sytuacjach jak np. kolejki do autobusu. Wszyscy pięknie stoją, nikt się nie przepycha. Żadna moherowa babcia nie krzyczy, że “wejdziesz przede mną po moim trupie”:

obrazek

Skomentuj....

Parasole, logistyka i kolacja “zrób to sam”

  2012-09-13 15:07:00

Dziś za sprawą pogody, która najwyraźniej zaczęła płakać na myśl o moim zbliżającym się wylocie, kolejny raz przekonałem się jak Koreańczycy mają wszystko na swój sposób przemyślane.

Deszcz. Wydawałoby się zwykła sprawa. Ale jednak w kraju, w którym często pada, w fabryce, w której pracuje jakieś parę tysięcy ludzi taki deszcz to jednak kłopot. Koreańczycy i na to mają sposoby.

Idzie sobie np. taki Koreańczyl z biura na stołówkę, a tu leje deszcz. Nic nie szkodzi, firma przygotowała pińcet firmowych parasolów i postawiła je przy wyjściu. Parasolem można się poczęstować i w stanie zbliżonym do suchego do celu dojść. Dochodzi koreańczyk do celu i może odłożyć parasol na taki sam stojak. A co jeśli miał swój i z nikim się swoim ulubionym parasolem dzielić nie chce. Nie ma problemu. Przy każdym wejściu stoi specjalny dystrybutor jednorazowych, foliowych pokrowców na parasole (w dwóch rozmiarach nawet). Wsuwamy parasol w dystrybutor, wyjmujemy opakowany, suchy, nie kapiący :)

Kolacja

Po robocie poszliśmy wspólnie na kolację w restauracji. Typowej koreańskiej restauracji, gdzie mięcho przygotowujesz sobie człowieku sam :)

Zaczęliśmy z prawie pustym stołem …

obrazek

… a później do wyboru do koloru, mięcha, zielsko, jajka, glony, inne zielsko …

obrazek

co chwila pojawiało się coś nowego

obrazek

mięso tnie się nożyczkami (nasi producenci sprzętu do grilowania jeszcze na to nie wpadli).

Pojawiały się też cuda o dziwacznym składzie i wyglądzie … np. coś co przypominało czarne ludzkie glisty wymieszane z lodem i udekorowane jajkiem:

obrazek

Wracając z wyżerki udało mi się sfocić kolejny raz, najbardziej oblepiony reklamami budynek jaki w życiu widziałem:

obrazek

Napotkałem również rzadko spotykany widok - motocyklistę w kasku:

obrazek

A w mijanej restauracji widziałem coś czego nazwać nie potrafię inaczej niż “pływające morskie fiuty” ;)

obrazek

Skomentuj....

Kolejny nocny spacerek

  2012-09-12 15:36:00

Tym razem mniej udany. Za późno wyszedłem więc i zasięg miałem mniejszy. Widoki jakieś takie mniej ciekawe… nie wiem, może zmęczony po prostu jestem.

Zacząłem od pobliskiej stacji benzynowej, która od naszej, polskiej, katolickiej (;)) różni się chyba tylko wysokością zadaszenia (to nie rozciągnięcie perspektywy, tam narpawdę mógłby wjechać 4 piętrowy autobus ;) ).

obrazek

Wpakowałem się w jakieś mało ciekawe uliczki. Ludzi się trochę kręciło, niektórzy nawet ciekawie wyglądali… ale ja nie mam śmiałości bezczelnie focić obcych na ulicy… to sfociłem już sfocone panie:

obrazek

Przy okazji wyjaśniło się co to za zielone coś widzę z okna hotelu. Stawiam piwo temu, kto zgadnie do czego służy ta zielona siatka (ci co byli w Suwonie niech się nie popisują ;))

obrazek

Później wróciłem w bardziej cywilizowane rejony:

obrazek

Okazało się, że Koreańczycy mają pomnik Matki Polki wracającej z zakupów:

obrazek

Tu niestety pani sprzedająca strasznie się speszyła i twarzy sfocić nie dała:

obrazek

idąc dalej tym “deptakiem” …

obrazek

natrafiłem na kolejne pomniki i rzeźby (chyba):

obrazek
obrazek

a później wlazłem gdzieś nie wiadomo gdzie i po minięciu restauracji, która kojarzy mi się z jakimś amerykańskim filmem (tylko jeszcze nie wiem z którym):

obrazek

trafiłem w rejony, których po ciemku lepiej nie penetrować

obrazek

Później było już tylko lepiej… znajome już skrzyżowanie:

obrazek

park (tak, to jest nocne zdjęcie):

obrazek

jakieś coś myszo-koto-podobne:

obrazek

i pomniki żołnierzy, domyślam się, że koreańskich …

obrazek

… i amerykańskich

obrazek

I to by było na dziś tyle. Muszę mieć jeszcze trochę czasu na sen i rozmyślanie, jak koreanki poruszają się po ulicach zupełnie nie odrywając wzroku od ekranów swoich smartfonów.

Skomentuj....

Kolejny pracowity dzień

  2012-09-12 01:00:00

Pogoda

Dziś pogoda postanowiła zrobić mi psikusa. Najpierw za oknem udawała chłód, schowała słońce za chmury i ogólnie niewerbalnie mówiła mi: “stary, lepiej ubierz się cieplej, bo dziś nie jestem w humorze”. Ha!, nie dałem się zwieść i kolejny raz przywdziałem, krótki rękaw. To chyba pogodę lekko zdenerwowało, bo pokrętło “wilgotność” przekręciła tak, że zanim doszedłem do biura przypominałem człowieka, który wyszedł właśnie z basenu. Na szczęście fabryka jest klimatyzowana (ale fitrów powietrza to chyba dawno nie czyścili - ilekroć wchodzę na teren zakładu wydaje mi się, że czuję zapach moczu ;)).

Meetingi

Dyskusje z koreańczykami są ciekawe. Ponieważ ich znajomość angielskiego jest gorsza niż moja (co nie jest takie łatwe) przez większość czasu gadają po koreańsku po czym odpowiadają jednym, dwoma zdaniami łamanej angielszczyzny.

Moja dzisiejsza dyskusja wyglądała mniej więcej tak:

moje pytanie

eeeee, gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku... (i tak 10 minut) gdaku gdaku gdak.

Łi łil czek dat gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku gdaku (kolejne 10 minut gdakania)... gdaku gdaku soł, łi nid tu czek dat.

:D

Ciekawostka

W łazience w biurowcu na wyposażeniu znajduje się niespotykany w Polsce dystrybutor płynu do płukania ust (wraz z mikro kubeczkami).

Skomentuj....

Zwykła kolacja w zwykłej restauracji

  2012-09-11 01:00:00

Jako, że mam w okolicy znajomego lokalsa, nie mogłem sobie odmówić przyjemności spędzenia z nim odrobiny czasu i poznania (w końcu) jego rodziny:

obrazek

Koreański kolega urządził mi długi spacer do jego ulubionej restauracji, w trakcie którego miałem okazję przyjrzeć się Korei z trochę innej strony niż przez fabryczne okno.

obrazek

Typowa skrzynka na listy w bloku mieszkalnym

Punkt usługowy chroniony przez przedstawiciela chyba najpopularniejszej rasy psów w Korei. Te białe potworki muszą być chyba bardzo niesmaczne, bo nie widziałem ani jednego innego psiaka.

obrazek

Punkt usługowy

Ilość miejsc, w których można kupić jakiś specyficzny koreański smakołyk, jest ogromna:

obrazek

Smakołyki

Znanych zakładów przetwórstwa odpadów pochodzenia zwierzęcego, też nie brakuje:

obrazek

Mac

... a dalej kolejne skrzyżowanie, kolejne uliczka i kolejne cuda:

obrazek

Automat ze zwierzakami

Typowy targo-sklep:

obrazek

Targo-sklep

... kolejny automat z mydłem i powidłem:

obrazek

Kolejny automat

i w końcu docieramy na miejsce, jeszcze tylko szybki wybór, którą rybę chcemy zjeść:

obrazek

Obiad

No to siadamy sobie na dupkach przy bardzo niskim stole, wybieramy sztućce...

obrazek

... i dajemy sygnał obsłudze, że strumień jedzenia może już zostać uruchomiony ;-)

obrazek

Piwko(siki chmielowe) albo Soju na popitkę też się znajdzie.

Zaczynamy delikatnie od krewetki na ryży, chyba tylko po to, żeby mieć kontrast do obrzydliwej gumy zwanej ślimakiem.

obrazek

... po czym obsługa donosi danie głowne - surową rybę na sztucznym czymś przpominającym przezroczysty makaron. Podobno można to jeść:

obrazek

Kęsy surowej ryby można sobie urozmaicić zawijając je w pokrzywę i dodając plasterek szatańsko ostrego czosnku:

obrazek

Oprócz tego są tradycyjne “surówki” - też z surową rybą

obrazek

i deser w postaci nadziewanych szprotek :)

obrazek

Jako podsumowanie posiedzenia podawana jest zupa rybna. Nie wiem co w niej było dokładnie, ale na podstawie smaku mógłbym stwierdzić, że zrobiona była na bazie kwasu siarkowego ;)

obrazek
obrazek

I znów deser - zamiast lodow, ikra w glonach

obrazek

Dzieci najwyraźniej uwielbiają rybie jaja w glonach:

obrazek

a może nie...

obrazek

Czas na zakończenie posiedzenia... w drodze powrotnej szybkie zakupy: Na dzień dobry wita mnie towar dziwnie przypominajacy mi o pracy, a szczególnie o służbowych mejlach:

obrazek

Spojrzenie na drugą stronę ulicy powoduje, że nagle przypomina mi się ojczyzna ;-). Dziwne, w Polsce nie mamy kościołów urządzonych w pralni ;)

obrazek

Na zakończenie dnia, szybka herbatka w domu lokalnego kolegi:

obrazek
obrazek

Muszę przyznać, że widok z okna kolega ma nienajgorszy:

obrazek

I powrót do hotelu. Kiedyś trzeba się wyspać :)

Skomentuj....

Spacer nocny

  2012-09-10 01:00:00

Tym razem wybrałem się na spacer po zmroku. Ulice zwiedzane za dnia wyglądają dużo ciekawiej w sztucznym świetle lamp. Po lekkim wydłużeniu czasu naświetlania zwykła ulica nabiera uroku…

obrazek
obrazek

... kładka dla pieszych zamienia się w portal ...

obrazek

... a centrum sztuki staje się …. sam nie wiem czym ...

obrazek

Ja wiem, że jestem statystycznie wyższy od typowego koreańczyka, ale to nie znaczy chyba jeszcze, że trzeba przede mną uciekać zostawiając niedojedzone jedzenie

obrazek

w drodze powrotnej natknąłem się na kolejny przejaw promocji obrażania wartości chrześcijańskich...

obrazek

... oraz na przejaw geniuszu technicznego porównywalnego chyba tylko z syreną 104 zaprzęgniętą do pługa

obrazek

Skomentuj....

Pierwsze zwiedzanie

  2012-09-08 01:00:00

W hotelu jak to w hotelu, wszystko standardowo... dziwić może winda z brakującymi guzikami oraz kotwy osadzone w ścianach służące do mocowania liny, po której można się opuścić z okna w razie pożaru.

obrazek

Winda

Meldunek, prysznic i można lecieć w miasto. Na zewnątrz południe a we łbie pólnoc ale lepiej się jeszcze nie kłaść, żeby ten skurwiel Jet Lag nie obudził cię później w środku nocy. Czas na pierwsze zwiedzanie :)

Typowe skrzyżowanie

Typowe skrzyżowanie

Bloki mieszkalne jakich wiele

Bloki mieszkalne jakich wiele

Winda do kładki dla pieszych - nie dość, że nie zepsuta, to nie trzeba się nikogo prosić, żeby z niej skorzystać. Niech sobie koreańczycy rozpieszczają niepełnosprawnych to później polegną na paraolimpiadzie

Winda

Winda

Nie wiem w jakim celu, ale ktoś obudował szalet wielką piłką

szalet

Szalet

Ilość mijanych restauracji, w których można zjeść świeżo ukatrupioną rybę jest zaskakująca.

ryby

Wciąż myślisz, że za dużo mamy reklam na ścianach polskich budynków? ;)

reklamy

Środek miasta, płynie sobie z wolna strumyk, a w nim ryby “jak ręka dziecka”... u nas dawno by je zjedzono, albo same by zdechły od zanieczyszczeń wody

rzeczka

Wygląda na to, że istnieją sposoby zabezpieczania publicznych słupów i latarni przed naklejaczami reklam i plakatów. Wot technika

słup

Przejście dla pieszych. Brakuje tylko trzeciego wymiaru ;-)

przejscie

Co ciekawe, każde z przejść ma swoją politykę zarządzania światłami. Na niektorych ruch puszczany jest naprzemiennie dla obu kierunków, na innych wstrzymywany jest cały ruch kołowy (z każdej strony) a uruchamiany jest ruch pieszych. Niezależnie od polityki zarządzania ruchem, czas oczekiwania na zmianę świateł jest niemiłosiernie długi.

Parkowanie jest natomiast bardzo łatwe, parkujesz tam gdzie się zmieścisz, czy to przejście dla pieszych czy to skrzyżowanie. Nie jest to do końca zgodne z przepisami, ale kto ma cię złapać, skoro policji jest tyle co kot napłakał.

przejscie

Nie brakuje bezwstydnych, obrażających moje uczucia religijne pomników z  golizną i zepsuciem moralnym ;-)

golizna :)

Można też być zaczepionym przez młode koreańskie pannice

koreanki

Co ciekawe, okazało się, że można budować metro i nie wyłączać dróg z użycia. Można je np. pokryć stalowymi płytami i jedynie ograniczyć odrobinę prędkość. Jakoś to do mnie nie trafia, prędzej zrozumiałbym zamknięcie całego miasta na czas remontu ;)

budowa metra

Trochę się tym chodzeniem zmęczyłem, czas coś zjeść.

I tu pojawiaja się problemy. Koreańczycy nie jedzą sami, praktycznie zawsze jedzą większą grupą. Jak by tego było mało, jedzą “z jednej michy” więc kupienie czegokolwiek w ilości dla jednej osoby graniczy z cudem. Również w obszarze gastronomi przejawia się genialna logistyka koreańczyków. 5 fastfoodów w jednym miejscu? Nie ma problemu. Po co wystawiać 5 kas i robić 5 kolejek? Robimy jedną kasę, przed nią stawiamy gablotę z atrapami żarcia, żeby się biedny człowiek nie zastanawiał co to jest “kotlet pożarski”.

atrapy

Atrapy posiłków

Wybierasz, płacisz, dostajesz numerek. Na podstawie oznaczeń z gablotki wiesz, w którym okienku możesz oczekiwać swojego “kebaba”, a wyświetlająco-krzycząca maszyna poinformuje cię, kiedy możesz po niego przyjść. Czas oczekiwania odwrotnie proporcjonalny do czasu czekania na światłach ;)

Skomentuj....

Zwiad

  2012-09-08 01:00:00

Fabryka wysłała mnie na zwiad do Koreii.

Znajomi domagają się nie tylko zdjęć ale również opisów więc niniejszym by ich zadowolić będę tu prowadził przez tydzień tripLog'a :-).

No to zaczynamy :)

Lot do Korei trwa około 10 godzin. Co można robić przez ten czas? Można czytać, można oglądać filmy serwowane na małym wyświetlaczu w oparciu fotela. Można słuchać muzyki, można wypełniać deklaracje celne... albo tak jak ja, przez kilka godzin stresować się, czy włożony do głównego bagażu scyzoryk szwajcarski i multitool Lethermana to jeszcze narzędzia czy już broń, której wwiezienie do Korei jest zabronione i grozi więzieniem.

Po wylądowaniu dobrze jest sobie wynając telefon, koreńskie stawki może nie są najniższe ale zawsze tańsze niż 10zł/min w polskim roamingu. Trzeba uważać jaki telefon się bierze i co się w nim wciska, bo można skończyć z zablokowanym sprzętem - a nie każdy ma tyle szczéścia co ja żeby trafić na właściwą kombinację już za 1004. razem ;).

Skomentuj....